|
Tam, gdzie presja nie przerosła zasobności,serio zaś, tam gdzie wiemy, że nikt , lub prawie nikt nie był. Piszę prawie, bo dziewiczych łowisk już w tym kraju nie ma. Niestety. Okoliczności mówią, ze powinno ich być coraz więcej. Realia pokazują, ze jest wręcz odwrotnie. Wód, które zachowają podstawowe stado tarłowe wielu gatunków, już nie ma. Startujemy z poziomu zero. Najpierw siedlisko-rzeka, jezioro itp., potem gatunek. Nie ma ochrony bez siedliska. Może być chwilowo gatunek, sztucznie podtrzymany, ale bez siedliska, nie ma szans. Wszyscy wokół to zauważyli, ale u Nas ciągle trwają dyskusje, a siedliska nikną, jedno, po drugim, pod łopatami i koparami, lub z braku wody. Co nam zostało? Walczyć by ta reszta była użyteczną dla ryb wodą, a nie kolektorem zrzutowym dla rolniczych i komunalnych ścieków. W niczym nie jesteśmy gorsi, by nasze roszczenia pomijać. Woda jest tak samo nasza jak rolników.
|