Towarzystwo Przyjaciół Rzek
Iny i Gowienicy

Natura 2000 szansą dla Zalewu Szczecińskiego

Wrocławska organizacja ekologiczna EKO-UNIA zorganizowała 16 listopada br. w Stepnicy kolejne warsztaty na temat morskich obszarów Natura 2000. Spotkania są organizowane w ramach projektu „Bałtyk jest w Polsce, Bałtyk jest w Europie” realizowanego wspólnie z Fundacją „Nasza Ziemia” oraz szwedzką organizacją THE FISHERIES SECRETARIAT. Głównym celem spotkań jest dyskusja nad problemami i pozytywnymi aspektami ochrony przyrody w formie obszarów Natura 2000 na wodach morskich. Prelekcje zaprezentowane podczas spotkania były bazą dla dyskusji nad możliwościami, jakie generuje funkcjonowanie w takich obszarach, tak dla rybaków, jak i lokalnych społeczności.

Agnieszka Lewandowska z Regionalnej Dyrekcji Ochrony Środowiska w Szczecinie omówiła walory przyrodnicze tego regionu, gdzie znaleźć można ponad 20 typów siedlisk wymienionych w Dyrektywach „Ptasiej” i „Siedliskowej”, jako szczególnie cenne. Jak zawsze, gdy rozmowy dotyczą tej tematyki, pojawiają się zarzuty wobec Natury 2000, jako rzekomego „hamulca” rozwoju w naszym kraju. Grzegorz Drążkowiak z Towarzystwa Miłośników Rzeki Regi wyszedł w swej prelekcji naprzeciw takiemu spojrzeniu na problem, przedstawiając pozytywne przykłady z innych krajów wspólnotowych, jak również z Polski. Możliwości zrównoważonego rozwoju w oparciu o turystykę, rolnictwo z etykietą „EKO”, marka własna produktów rybackich z takich regionów, jako na prawdę ekologicznych, to w innych krajach wspólnoty europejskiej gwarancja sukcesu. System ochrony bioróżnorodności środowiska, także człowieka, jakim jest Natura 2000, to połączenie potrzeb społecznych z przyrodniczymi.

Przykłady jednoznacznie pokazują, jak działania ochronne, np. wyłączenie pewnych cennych obszarów morskich-tarliska, rejony dorastania narybku, rafy - w krótkim czasie spowodowały zwiększenie połowów na obszarach przyległych. Podobnie redukcja nakładu połowowego przez przejście części armatorów na turystykę, w tym wędkarstwo, pozwoliła pozostać na morzu większej liczbie armatorów, dodatkowo generując rozwój bazy hotelowej dzięki wydłużeniu sezonu.

Natura 2000 nie zamyka obszarów, jak rezerwat, czy Park Narodowy, wymusza jedynie prowadzenie działalności w sposób najmniej szkodliwy dla środowiska. Aby to zrozumieć trzeba zdać sobie sprawę, jakie zagrożenie człowiek generuje dla tego środowiska. Taka była tematyka prelekcji Artura Furdyny z Towarzystwa Przyjaciół rzek Iny i Gowienicy. Niektóre z naszych „dokonań” odbijają się szczególnym piętnem na nas samych. Jednym z podstawowych zagrożeń jest, nadal usilnie i wbrew Ramowej Dyrektywie Wodnej, niewłaściwa gospodarka wodami. Wszystkie kraje rozwinięte, nie tylko w UE, ale i Świecie, dawno odeszły od regulacji rzek i ich zabudowy progami, elektrowniami wodnymi, jako niosącymi więcej szkód niż korzyści. Hydroenergetyka to najdroższa technologia wytwarzania energii elektrycznej, bez dotowania Państwa nieopłacalna. Dzikie rzeki są „tańsze” w użyciu, trzeba tylko przestać zawłaszczać doliny rzeczne by naturalne sezonowe wylewy nie były odczuwalne dla ludności. Dzikie ekosystemy wodne mają jeszcze jedną niezwykle „cenną” właściwość. To zdolność do samooczyszczania. Naukowcy obliczyli, że 1 metr kwadratowy piaszczystej plaży redukuje rocznie 75 kilogramów substancji organicznych, a wartość tak działającej naturalnej oczyszczalni ścieków w przypadku Polski to ponad 5, 5 milionów euro rocznie przy ledwie 500 kilometrach takich plaż. Rzek mamy w kraju dziesiątki tysięcy kilometrów. Im dziksze, tym czystsza woda dotrze nimi do Bałtyku.

Ogromny wpływ na jakość wód ma rolnictwo. Na Świecie 60% zasobów wodnych jest używane przez ta gałąź gospodarki. W Polsce jest podobnie. Dzisiejsze rolnictwo to intensywna gospodarka podparta ogromna ilością zawansowanych technologii, w tym chemii. Wiele związków używanych przez rolników jest niezwykle niebezpieczna po wprowadzeniu do środowiska wodnego. Ma to także wyraz w instrukcjach użycia, jak również w zapisach wykonawczych Ministra Rolnictwa i Rozwoju Wsi oraz zasadach dobrych praktyk rolniczych. Tym niemniej właściwe użycie winno iść w parze z ochroną stref buforowych nad brzegami rzek i cieków, tak, by szansa na przedostanie zarówno tych substancji, jak i biogenów generowanych intensywnym nawożeniem, była zredukowana do zera.

Ogromne znaczenie ma też ilość wód odprowadzana z terenów zurbanizowanych. U naszych sąsiadów dawno odstąpiono od betonowania i asfaltowania wszystkiego, na rzecz perforowanych nawierzchni, by jak najwięcej wód opadowych wsiąkało w glebę również na obszarach miejskich, dając tym szansę na właściwe jej funkcjonowanie, jak również na poprawę retencji gruntów w miastach i terenach gęsto zaludnionych. Woda to najważniejszy surowiec, baza życia, nie wolno nią szastać, zwłaszcza w kraju, gdzie zasoby na głowę mieszkańca są jednymi z niższych na Świecie. Cała gospodarka i działalność ludzka w ogóle wpływa w ogromnym stopniu na stan ekologiczny takich obszarów jak Zalew Szczeciński, a pośrednio Bałtyk. Jest także grupa zagrożeń wynikłych z pobłażania pewnych negatywnych zjawisk społecznych, jak kłusownictwo i niezrównoważone rybołówstwo. Kłusownictwo jest dziś plagą naszych wód. Nie dość, że tą drogą z budżetu wycieka rzeka pieniędzy, kosztem naszego wspólnego dobra, jakim są pożytki wód, czyli ryby, to jeszcze to zjawisko w istotny sposób wpływa na kondycję ekonomiczną polskiego rybołówstwa. Nielegalnie pozyskane ryby wchodząc „szarą strefą” na rynek skutecznie konkurują z rybą obłożoną wszystkimi opłatami, jaką dostarcza uczciwy rybak. Tu niezbędna jest systemowa zmiana w podejściu do tego zjawiska, byśmy, jako kraj opuścili niechlubne ostatnie, dzielone z Estonią, miejsce w Unii pod względem poziomu kłusownictwa.

Pewne środki dostępne dzięki naszemu wejściu do UE, dają ogromną szansę rozwoju społeczności związanych z rybactwem i rybołówstwem. O powstaniu Lokalnej Grupy Rybackiej, jej perspektywach rozwoju oraz zagrożeniach, z którymi boryka się dzisiejsze rybołówstwo opowiedział Tadeusz Krajniak z Morskiego Instytutu Rybackiego w Świnoujściu. To wielka szansa na przetrwanie tradycyjnych osad i społeczności rybaków przybrzeżnych, historycznie zakorzenionych w obszarach nadmorskich. Ta grupa od wieków żywiła resztę społeczeństwa zdrową rybą, czas pomóc im przetrwać, by i następne generacje mogły kontynuować w zrównoważony sposób jeden z najstarszych zawodów Świata.

Dyskusja, jaka wywiązała się po części merytorycznej, ukazała złożoność problemów, jakie wiążą się z funkcjonowaniem w, lub obok, obszarów N2000. Z jednej strony nadmiernie rozbudowane procedury biurokratyczne, z drugiej zaś brak wiedzy urzędników, jak w tych obszarach funkcjonować. Ukazuje to potrzebę takich spotkań, by pewne rzeczy odkłamać, pewne zaś, na zasadzie wymiany doświadczeń ułatwić.

Artur Furdyna

Nasi Sponsorzy

Copyright © Towarzystwo Przyjaciół Rzek Iny i Gowienicy 2019
Wdrożenie strony: Jacek Nadolny w oparciu o CMS Joomla

Strona zbudowana w oparciu o szablon
TFJ Green - Joomla 3 Templates