Wyglada na to ze nasza kochana Ina rozkrecila sie na dobre

. Juz od tygodnia slychac wiesci o zlowionych lub spietych rybach. Dzis ja z Jackiem postanowilismy sprawdzic czy naprawde w wodzie cos piszczy (plywa

). Okazuje sie ze plywa i to nie jedno srebrne szczescie

. Moje szczescie nadplynelo jako pierwsze. Trzecia z rzedu miejscowka, uprzednio oblowiona przez Jacka, druga z kolei przyneta na zylce, pierwszy rzut. Walniecie jakby ktos mi glaz na woblera zrzucil

. Rybka pomimo swoich niewielkich rozmiarow i szczuplej sylwetki, walczyla bardzo dzielnie. Chudy srebrniak troci 60 cm.
Moje srebrne szczescie sie zdewalulowalo kiedy to moj trociowy guru Jacek pokazal mi jak powinna wygladac srebrna trotka

. 100 metrow w dol rzeki od mojego miejsca chwaly, 30 minut pozniej, druga przyneta na miejscowce, chyba pierwszy rzut

. Mroku prowadzi swojego woblera z pelnym kunsztem ,jednoszesnie rozmawiajac ze mna o tym ze dzisiejszym sreberkiem to juz przesadzilem i z nad rzeki do domu wracam "z buta". Ledwo katem oka zauwazylem zmiane grymasu na twarzy Jacka, a potem to stanowcze i pewne stwierdzenie " JEST "i zaczelo sie dziac. Kij szaleje, korbka kolowrotka wywija salta wstecz, mi adrenalina nie pozwala poprawnie filmowac zajscia. A mroku ze spokojem doswiadczonego w nie jednym boju lowcy, sukcesywnie wybiera wycagnieta zylke i juz przy pierwszej probie pewnie podbiera swoje srebrne szczescie. Piekne wypasione 70 cm sreberko.
Mroku wielkie gratulacje! Jestem wdzieczny Twojej rybie za to ze nie musialem wracac pieszo

. Kiedy idziemy znow na sreberka?
pozdrawiam
mariusz