Nie ma zbytnio czym, ale i ja się pochwalę,głównie z powodu ulgi jaką zaznałem łowiąc tego pstrążka. Do szesnastej pusto

Po głowie kołacze myśl, że w okresie trwającego siedem miesięcy rozstania ktoś zatruł tę strugę.
Pełen obaw postanowiłem wracać do domu.
Zresztą "jak się nie najesz to się nie naliżesz". Jednak przy samochodzie zauważam nieoczekiwaną zmianę aury. Krótka decyzja, będę lizał.

Poza tym muszę się przekonać czy wszystko w porządku z ta wodą. Na szczęście wahadełko Wołka rozwiało moje wątpliwości i drugi raz w tym roku uratowało przed zerem.

Po przemieszczeniu na inny odcinek rzeczki udaje mi się na takie jak dzisiaj bezrybie, zakończyć dzień około wymiarem. 38cm, mierzony do kija przy, okazji wyhaczania, związanego niestety z koniecznością wyjęcia ryby z wody.
