Towarzystwo Przyjaciół Rzek
Iny i Gowienicy

Limit połowowy na łososie mniejszy o 59 procent

Bałtyckie łososie będą wkrótce jedynie kulinarnym wspomnieniem. Europejscy ministrowie rybołówstwa zdecydowani są obniżyć limit połowowy na te ryby na następny rok aż o 59 procent.

bilde.jpg

Za tym, aby obniżyć limit, lobbowała organizacja ekologiczna WWF. Powołując się na opinie naukowców, zdołała przekonać Komisję Europejską i Radę UE do przedstawienia propozycji, aby limit połowowy na łososie bałtyckie obniżyć w roku 2012 aż o 80 procent w porównaniu z tegorocznym. Ostatecznie jednak ministrowie zgodzili się na ograniczenie o 59 procent.

– To ograniczenie jest znaczącym, lecz niewystarczającym krokiem naprzód. Aby ochronić populację tego gatunku, konieczne są dalsze działania. Stan zasobów dzikiego łososia stale się pogarsza – czytamy w komunikacie Piotra Prędkiego z WWF Polska.

W praktyce ustalenia ministrów, które najprawdopodobniej zostaną ostatecznie zatwierdzone w grudniu tego roku, oznaczają, że liczba łososi, do odłowienia których prawo będą mieć polscy rybacy, zmniejszy się z ponad 15,7 tys. sztuk do zaledwie 6,4 tys. Na statystycznego Polaka wypadnie zaledwie 0,00016 część jednej takiej ryby rocznie.

– To naukowa kompromitacja Komisji Europejskiej, bo aby faktycznie chronić łososie bałtyckie, należałoby wdrożyć programy ochronne dla poszczególnych rzek łososiowych, a nie tylko na Bał-tyk. Ekologom najwyraźniej bardziej niż na ochronie łososi zależy na zniszczeniu bałtyckiego rybołówstwa łososiowego i doprowadzeniu do tego, żebyśmy wszyscy jedli norweskie łososie hodowlane – mówi Grzegorz Hałubek, prezes Związku Rybaków Polskich. Zaznacza, że już przed kilku laty, gdy Unia Europejska zabroniła łowić łososie na Bałtyku za pomocą pławnic, połowy spadły do wysokości 25 procent poprzednich wyników.

Teraz znowu spadek będzie drastyczny. Według Hałubka, jest to absurdalne.

– Choćby dlatego, że poszczególni polscy armatorzy dostaną teraz prawo do wyłowienia zaledwie po kilkadziesiąt sztuk tych ryb rocznie w przeliczeniu na kuter. A pojedynczy wędkarz, który za 40 złotych wykupi zezwolenie na wędkowanie, może złowić dziennie dwie sztuki, czyli, uwzględniając okres ochronny, 600 sztuk rocznie. Tyle co kilka kutrów, dla których armatorów
i załóg te połowy są przecież źródłem utrzymania – mówi prezes organizacji rybackiej.

Według Zbigniewa Safadera, prezesa Polskiego Stowarzyszenia Przetwórców Ryb, drastyczne ograniczenie limitu sprawi, że połowy łososi bałtyckich mogą stać się nieopłacalne i ryby te mogą całkowicie zniknąć z polskich sklepów. Potwierdza to Henryk Padewski, właściciel firmy Ust-Ryb sprzedającej świeże ryby przy zachodnim nabrzeżu portowym w Ustce. Przyznaje, że już nawet nie stara się o to, aby były na jego półkach.

Henryk Podkowa, właściciel wędzarni Baltonex, ujawnił natomiast, że łososie do wędzenia w jego firmie pochodzą z łowisk kanadyjskich, a nie z bałtyckich.

– Bałtycki łosoś jest coraz droższy. To w tej sytuacji zrozumiałe. Z kolei norweski jest do wędzenia trochę za tłusty, bo jest nie dziki, lecz hodowlany. Ten z Kanady jest natomiast i dziki, i znacznie tań-szy, choć przyjeżdża z daleka. Czasami tylko koneserzy chcą u mnie tego bałtyckiego, ale to są specjalne zamówienia – wyjaśnia wędzarz.

27 paždziernika 2011, 20:00 Autor: Marcin Barnowski
źródło: http://www.gp24.pl/apps/pbcs.dll/article?AID=/20111027/USTKA/352601946

Nasi Sponsorzy

Copyright © Towarzystwo Przyjaciół Rzek Iny i Gowienicy 2019
Wdrożenie strony: Jacek Nadolny w oparciu o CMS Joomla

Strona zbudowana w oparciu o szablon
TFJ Green - Joomla 3 Templates