Towarzystwo Przyjaciół Rzek
Iny i Gowienicy

Działania Towarzystw

Poniższy tekst wygłoszony został na konferencji CCB na Łotwie 16 października w ramach konsultacji w sprawie przyszłości łososia na Bałtyku.

Ledwie kilkanaście lat możliwe jest tworzenie stowarzyszeń w Polsce, a już są takie, które  ponad dziesięć lat działają skutecznie.  Najstarsze Towarzystwo Miłośników Parsęty skupia ludzi z całego kraju, zaś efekty ich działań widać już gołym okiem. Cała Parsęta z dorzeczem została włączona do obszarów "Natura 2000", nie dopuszczono do budowy kolejnych zbiorników zaporowych. Jeśli zbiornik, to suchy. Działalność TMP znalazła uznanie w oczach władz większości nadparsęckich gmin i miast. Obecnie rusza program poprawy gospodarki wodno-ściekowej w całej zlewni.  Ten przykład zainicjował powstawanie podobnych grup w całej Polsce.

Widząc, że można coś osiągnąć, zaczęły tworzyć się inne grupy nad innymi rzekami . Szczególną aktywność  przejawia grupa wędkarzy łowiących ryby szlachetne, z łososiem na czele.  Ta grupa wyłoniła spośród siebie w naszym regionie cztery Towarzystwa w oparciu o cztery najciekawsze rzeki regionu. Parsętę, Wieprzę, Regę oraz ostatnio Inę z Gowienicą. We wszystkich tych rzekach odbywają, lub raczej odbywały, tarło troć i łosoś.  Jest  w regionie zachodniopomorskim jeszcze jedna łososiowa rzeka- Drawa, ostatnia, w której znajdowano kopce i pary łososia jeszcze w latach 90-tych ubiegłego stulecia. Na niej zlokalizowano dwa Parki Narodowe, więc można by sądzić, że tam łososie będą miały się najlepiej, jednak rybostan Drawy tych oczekiwań nie potwierdza. Dokładne dane na temat obecnych tarlisk łososia nie istnieją, bowiem rodzime populacje łososia w Polsce wyginęły, zaś próby odtworzenia populacji w oparciu o łososia z Daugawy są cały czas w fazie eksperymentalnej bez ewidentnego potwierdzenia. Tym niemniej wędkarze rokrocznie łowią w naszych rzekach wytarte łososie -kelty-  oraz srebrne, wchodzące ryby, skąd można wnioskować, że łososie te wody odwiedzają, a  niektóre osobniki do tarła przystępują.  Z jaka skutecznością, tego na razie nie wiadomo.

Podstawową przeszkodą dla skuteczności tych prób jest zabudowa dorzeczy oraz głównych rzek. Rega posiada 18 przeszkód w dorzeczu i rzece głównej, z czego tylko kilka posiada przepławki. Do tego skuteczne są  dwie- w Trzebiatowie, oraz Mołstowie, na głównym dopływie Mołstowej. Dodatkową  trudnością jest powszechny proceder zawłaszczania większej ilości wody na cele produkcyjne. Często skutkuje to "suchą" przepławką. W górze dorzecza są jeszcze dwie tamy z przepławkami, ale odcięte od dołu Regi trzema dużymi zaporami bez przepławek . Niemieckie źródła historyczne podają  jako główne tarliska łososia dla Regi przed zabudową  górną Regę oraz  dopływy : Mołstową, Ukleję  oraz  Starą Regę. Aby ryby mogły tam wrócić konieczna jest budowa trzech  przepławek na Redze oraz dwóch na samej Uklei, do Starej Regi przepławek trzeba zbudować 4, oraz jedną uruchomić na stałe.  To samo z innymi dopływami. W samej Redze najciekawsze obszary naturalnych tarlisk znajdują się powyżej Łobza, ale do nich jest ta sama droga co do Starej Regi. Aby tam mogły dotrzeć tarlaki łososia, trzeba udrożnić jeszcze trzy piętrzenia. Jeszcze gorsza jest sytuacja Iny. W dorzeczu tej rzeki zlokalizowano 33 przeszkody.  Na szczęście tylko kilka z nich jest w chwili obecnej używane jako jazy dla MEW, ale, nawet nie używane, skutecznie odcinają ryby od najwartościowszych tarlisk w górnych partiach dorzecza.  To jedna z istotnych przeszkód dla odrodzenia tego gatunku w polskich rzekach. Podobne utrudnienia napotykają ryby niemal w każdej rzece z zauważalnym spadkiem.  Problem nabiera szczególnego znaczenia wobec tendencji do odtwarzania małych elektrowni wodnych, jako źródła rzekomo "czystej energii". Tu nasuwa się pierwszy wniosek dla działań na rzecz ryb. Należy kategorycznie wymóc na politykach zapis o zakazie zabudowywania rzek  oraz odtwarzania MEW. Koszt przyrodniczy tych przedsięwzięć wielokrotnie przerasta  korzyści.  Kolejnym niezbędnym ruchem jest wywalczenie jednoznacznego nakazu  budowy przepławek na istniejących urządzeniach oraz rozbiórka wszystkich możliwych.  Jednocześnie niezbędny jest skuteczny system prawny nakazujący pierwszeństwo wody na przepławki, reszta dla użytkownika. Obecnie, mimo istniejących zapisów, prawie nikt tego nie respektuje.  Za przykład może tu posłużyć rzeka Wieprza i MEW w miejscowości Pomiłowo. Do czasu uruchomienia tej  MEW , dzięki zaradności ludzi z  TMW, ryby pokonywały stary jaz. Obecnie cała woda kierowana jest na hodowlę ryb oraz elektrownię i ryby są całkowicie odcięte od głównych  obszarów tarliskowych w okolicach Korzybia. Droga do naturalnych historycznych tarlisk, w okolicach Bożanki i górnych partiach dorzecza, to dalsze kilka zapór. Dopóki możliwe będą na polskich rzekach takie praktyki, nie ma szans na skuteczne odtworzenie łososia, jak również troci. Niezależnie od strony prawnej niezbędne jest aktywne uczestnictwo wędkarzy w nadzorowaniu  realizacji zapisów.

Dlatego szczególnie istotne staje się porozumienie z Zarządami Melioracji, celem konsultowania wszelkich planów już na etapie wstępnym.  Podpisanie tego porozumienia to jeden z większych sukcesów zachodniopomorskich Towarzystw na drodze poprawy sytuacji przyrodniczej rzek w regionie. To przejaw rodzącej się świadomości ekologicznej środowiska wędkarzy. Można liczyć na powielenie tego na cały kraj.

Niestety, problemów jest znacznie więcej. Niektóre przybyły w ostatnim czasie. Pierwsze to intensyfikacja rolnictwa z nasileniem  stosowania nawozów i środków ochrony w skondensowanej formie. Z ekstensywnego, drobno- i średnio-towarowego,  polskie rolnictwo szybko przekształciło się w nowoczesne wielkoobszarowe molochy, których oddziaływanie na środowisko, w tym wody, rośnie z roku na rok. Konieczne są natychmiastowe działania prawne i kontrolne, które nałożą właściwe ramy na te firmy.  Jako przykład presji środowiskowej niech posłuży Agrofirma- Witkowo gospodarująca w okolicach Stargardu Szczecińskiego, w dorzeczu Iny. To jeden z większych w kraju producentów żywności. Firma ta "zjada" ponad 50% budżetów melioracyjnych dwóch powiatów, sama na swoich terenach nie prowadzi prawidłowej gospodarki wodą przez właściwe utrzymanie urządzeń melioracyjnych. Wywiera presję na sektor publiczny, wymuszając regulację rzeki Iny zamiast  poprawić sprawność melioracyjną w obrębie swego areału i ograniczyć tym samym oddziaływanie poza swój teren. Intensywne nawożenie , przy niewłaściwej strukturze gospodarki wodą, skutkuje całkowitym zarastaniem rzeki Iny w sąsiedztwie jej areałów w związku z nadmiernym nasyceniem biogenami. Podobnie negatywne skutki środowiskowe niosą tzw. " łąki ekologiczne" z dopłatami unijnymi. Tą drogą  w ruch poszło wiele podmokłych obszarów dolin rzecznych od dawna pozostawionych jako nieużytki, z wielkim pożytkiem dla rzek. Obecnie beneficjenci pakietów ekologicznych żądają meliorowania tych terenów, oraz  regulowania rzek dla ich osuszania, co znów prowadzi do niszczenia naturalnej zdolności retencyjnej. To co uległo samoczynnej renaturyzacji jest znów niszczone.  Wszystkie te przejawy aktywności ludzkiej w ostatnich latach pogarszają  perspektywy odrodzenia łososia, bowiem tą drogą postępuje degradacja jego siedlisk, a bez ich właściwego stanu skazani jesteśmy na sztuczne podtrzymywanie populacji, a więc i  potęgowanie zagrożeń jak chów wsobny, choroby etc.

Stałym problemem dotyczącym łososiowatych w Polsce jest presja kłusownicza. Mimo coraz większych wysiłków organizacji typu Towarzystwa Miłośników rzek wspieranych w naszym regionie przez Federację Zielonych  "GAJA" problem ten nie ulega zmniejszeniu, wręcz odwrotnie. Na wskutek błędów w podejściu do problemu przez władze, zwłaszcza wymiar sprawiedliwości, "wychowano" całe organizacje kłusownicze. W chwili obecnej, aby ten proceder zredukować, konieczne są radykalne ruchy- konsekwencje jak najostrzejsze, realnie przejrzysty rynek rybny oraz równolegle prowadzona w ogólnokrajowej skali kampania uświadamiająca społeczeństwo. Jest to dodatkowo bardzo pożądany kierunek  polityki pro rybackiej, bowiem wyeliminowanie nielegalnych ryb z rynku poprawi sytuację rybaków, co z kolei pozwoli na skuteczną współprace w realizacji innych celów, jak ochrona dorsza, czy skuteczne wprowadzenie niezbędnych stref ochrony migracji stad tarłowych ryb- vide ujścia rzek.  Niestety brak jest wiarygodnych danych na temat miejsc grupowania stad tarłowych, więc ujście każdej z rzek należy rozpatrywać indywidualnie. TPRIIG wspólnie z ZO PZW Szczecin wyegzekwowało od Inspektora Rybołówstwa w Szczecinie taki obwód dla ujścia Iny - 500 metrów z całkowitym zakazem rybołówstwa. Taki sam obwód chroni ujście Gowienicy. Nie są to duże obszary, ale w przypadku wód wewnętrznych, jak Zalew Szczeciński (Gowienica) czy rzeka Odra (Ina) są skuteczne. W odniesieniu do wybrzeża Bałtyku, gdzie uchodzą bezpośrednio pozostałe rzeki łososiowe, obszary te mogłyby być większe.
 
Patrząc jednak na powyższe przykłady należy podkreślić wkład członków Towarzystw w pozytywne zmiany w naszym regionie. Na wschód od Wieprzy prawie każda rzeka ma również "swoje" Towarzystwo. Dzięki bezinteresownemu zaangażowaniu tych, w znakomitej większości, wędkarzy sytuacja na naszych pomorskich łowiskach trociowych zaczęła się stabilizować na tyle, że można zacząć myśleć o realnych szansach na powrót dzikich łososi do naszych wód.

pdf Działania Towarzystw - prezentacja 6.15 Mb

Nasi Sponsorzy

Copyright © Towarzystwo Przyjaciół Rzek Iny i Gowienicy 2019
Wdrożenie strony: Jacek Nadolny w oparciu o CMS Joomla

Strona zbudowana w oparciu o szablon
TFJ Green - Joomla 3 Templates