Towarzystwo Przyjaciół Rzek
Iny i Gowienicy

Wyprawa Na Bałtyckie Trocie

Rano 20 listopada 2011r. dostaje telefon od kolegi Jacka Mroczkowskiego czy nie wybrał bym się z nimi nad morze poganiać trochę ze spinningiem za srebrną morską torpedą, czyli trocią. Niestety moja żona zaplanowała mi, co innego na ten dzień, ale mówię, co tam zagadam może się zgodzi.

Po dość,,ostrej wymianie zdań i poglądów,, stwierdzam – a co tam jadę i tak już jest jazda i wojna w domu! W pośpiechu szykuję kanapki i termos z gorącą herbatą. Jeszcze tylko wędka, kołowrotek, kilka błystek w pudełko, ciepłe, neoprenowe skarpety i spodniobuty i jestem gotowy. Wyglądam przez okno w pokoju i widzę chłopaki już stoją pod moim domem schodzę witam się z nimi po kolei tzn. z Jackiem, Mariuszem i Marcinem, pakuję swój sprzęt do Astry Jacka i w końcu wyruszamy na podbój morskiego srebra.dsc08824-mm.jpg Po drodze przypominamy sobie, że przecież w tym dniu mają być zawody w Dziwnówku organizowane przez jedno z kół ze Szczecina… kurczę, co tu robić nie mamy wykupionego pozwolenia na WPN(Woliński Park Narodowy), więc ta opcja odpada…hmmmm…. Nagle Mariusz mówi, że może byśmy Pojechali na nieznane wody między Dziwnówkiem a Dziwnowem??!! Nasza reakcja jest jednoznaczna…A CO JEDZIEMY SPRAWDZIĆ, CO TAM W WODZIE PŁYWA…. I taki właśnie obraliśmy kurs.
Po dotarciu na miejsce szybko wskakujemy w spodniobuty, wędki w dłonie i ruszamy na plażę. Jeszcze tylko jakieś 300-400metrów spaceru plażą i w końcu wchodzimy do wody i zaczynamy łowić. Przez pierwszą godzinę nic szczególnego się nie dzieje zero jakiegokolwiek życia w wodzie. Nagle czuję delikatne uderzenie i jakiś niewielki ciężar na końcu zestawu, myślę sobie, że jakiegoś glona albo coś zaczepiłem, jednak okazało się, że to malutka stornia uwiesiła mi się na kotwicy… delikatnie ją odczepiłem i wypuściłem z powrotem do Bałtyku. Marcin w żartach powiedział, że teraz to się zacznie i będą ryby brały. Żarty Marcina okazały się w stu procentach trafne, bo po krótkiej chwili Mariusz krzyczy, że widział spław troci praktycznie 30-40 metrów na wprost od niego. Zaczynamy intensywniej czesać wodę rzut za rzutem, ale nic… robię zamach i posyłam przynętę jakieś 40 metrów w lewo od widzianego spławu troci. Przynęta wpadła do wody i od razu zaczynam kręcić kołowrotkiem nagle czuję puknięcie za chwilę drugie puknięcie, myślę, co to za zielsko mi się czepia o blachę aż tu nagle trzecie puknięcie i siedzi!!! Czuję ostro walczącą 0-400rybę i krzyczę do Mariusza, że mam rybę!!! –gdzie??- się pyta mówię, że gdzieś jest po prawej stronie odemnie i nagle ryba pokazuje nam się w całej okazałości zrobiła piękną świecę wyskakując z wody na około metr wysokości…, Ale piękna!!! Ręce i nogi mi się ugięły adrenalina sięgnęła zenitu ciśnienie 180 na 140!!! Mariusz już czeka z Marcina szczęśliwym podbierakiem, Jacek kręci film i stara się jak może, aby rozładować troszkę atmosferę (dodaje swój własny podkład pod filmik nucąc jakąś melodię pod nosem) jednak Troć walczyła dzielnie przez dobre 15 minut, co ją lekko doholowałem do brzegu to ona obierała kurs na Szwecję i robiła odjazd za odjazdem… W końcu się udało Mariusz podebrał rybę i w tej chwili byłem najszczęśliwszym człowiekiem na świecie!!! Krzyki i tańce nie miały końca przynajmniej jak bym wygrał ze dwie bańki w totka! To była moja pierwsza morska troć i do tego całkiem ładna, bo mierzyła 68cm i ważyła 4,12kg.dsc08095.jpg
Życzę każdemu takiej albo jeszcze lepszej przygody nad wodą.

Pozdrawiam Adam Ratajczyk


Nasi Sponsorzy

Copyright © Towarzystwo Przyjaciół Rzek Iny i Gowienicy 2019
Wdrożenie strony: Jacek Nadolny w oparciu o CMS Joomla

Strona zbudowana w oparciu o szablon
TFJ Green - Joomla 3 Templates