Towarzystwo Przyjaciół Rzek
Iny i Gowienicy

Alarm dla Iny- powódź na zamówienie

Wiele ostatnio mówi się i pisze o powodziach. Zeszłoroczna, właśnie mija rok od rozpoczęcia, powódź na Wiśle spowodowała niespotykane dotychczas straty. Wszystkie powodzie w latach 1998- 2009 łącznie, wg GUS, spowodowały straty na kwotę około 9 mld złotych.

mozliwoc_rozlania_iny.jpg

Powódź w 2010 szacowana jest na ponad 12 mld złotych strat. To kwota ogromna. W wielu krajach  klęska tych rozmiarów spowodowała bardzo wnikliwe analizy przyczyn, oraz istotne zmiany w polityce ochrony przed powodziami. Podstawowym wnioskiem, jaki wyciągnięto, jest, że dotychczasowa, techniczna droga kontroli rzek nie spełniła pokładanych w niej oczekiwań, a wręcz odwrotnie, spotęgowała zagrożenie i straty. Wiele nacji jednoznacznie stwierdziło, po dokładnych badaniach naukowych, w tym, analizach ekonomicznych, że taniej i, co ważniejsze, skuteczniej, jest oddać rzekom zawłaszczone części dolin na terenach nie zurbanizowanych. Nie są to areały małe. Dość powiedzieć, że tylko górna część Renu została skrócona o około 80 kilometrów na 350- cio kilometrowym odcinku. Tym „sprytnym” ruchem zabrano rzece 860 km² z 1000. Po analizie wyszło, że w efekcie przyspieszono spływ fali powodziowej z 64 do 23 godzin na tereny poniżej. Czyli wody powodziowe w ponad dwukrotnie większej ilości runęły na miasta nad Renem. Podobna sytuacja była na znakomitej większości europejskich rzek, zwłaszcza w krajach tzw. Zachodu. Podkreślam, była. Dziś Niemcy za miliardy Euro renaturyzują swoje rzeki, odsuwają obwałowania, gdyż potrafią liczyć całościowo, koszty i straty w całych zlewniach. Podobnie działają Holendrzy, Anglicy, Francuzi i wiele innych państw. Oczywiście tereny zaludnione pozostają obwałowane, ale poza nimi wały się odsuwa, lub wręcz likwiduje, pozwalając się wodom rozlać. Jeśli budowane są zbiorniki, to w znakomitej większości suche, w okresach bez wody użytkowane jako tereny rolnicze, użytki zielone itp. Takie podejście ma głębokie uzasadnienie ekonomiczne: „Ochrona p/powodziowa prowadzona zgodnie z naturą opłaca się z gospodarczego punktu widzenia. Przy tradycyjnych analizach zyskowo- kosztowych metody ochrony zgodnej z naturą wypadają niekorzystnie, ponieważ bierze się pod uwagę jedynie działanie niwelujące efekt powodzi. Badania wykonane przez naukowców  Politechniki Berlińskiej biorą pod uwagę także inne czynniki : działanie łąk jako miejsca życia dla roślin i zwierząt, jako miejsca odpoczynku dla człowieka oraz jako naturalnego filtra dla zanieczyszczeń, dzięki czemu badania te podsumowują zyski ekonomiczne z różnych funkcji ekosystemów. Stosunek zysków do kosztów wynoszący 3:1 oznacza, że monetarna wartość ekologicznych i ekonomicznych działań ochronnych jest trzykrotnie wyższa niż koszty z nimi związane... Badania dowodzą że wielofunkcyjnie zastosowane działania, które oprócz samej ochrony, wspierają także naturalne funkcje ekosystemów, przynoszą wyższe zyski również z gospodarczego punktu widzenia. W ramach studium możliwości naukowcy z TU Berlin opracowali szkielet metodyczny i użyli go na przykładzie rzeki Elby. Badacze wybrali założenia ekonomiczne, aby oszacować stosunek zysków do kosztów ochrony powodziowej zgodnej z naturą. Wartość pow. 1 świadczy o opłacalności gospodarczej. Najszerszy program odsuwania wałów, w założeniach którego odzyskanych zostanie 35000 hektarów terenów zalewowych Elby uzyskał pozytywną wartość 3,1. Taki program powodowałby roczne koszty w wysokości 18 Milionów Euro. Wyliczone zyski wynoszą trzykrotność kosztów, a składają się na nie między innymi: zredukowane straty materialne powstałe w skutek zalania (średnio 6 Milionów Euro rocznie) oraz zaoszczędzone koszty, poprzez skrócenie linii wałów do utrzymania (5 Milionów Euro rocznie). Patrząc dalej , badacze uwzględnili wartościowanie naturalnych łąk przez społeczeństwo, obliczone przy pomocy pojęcia "gotowości do zapłaty" na 30 Milionów Euro rocznie.
Wynik badań naukowców z TU Berlin pod patronatem BfN potwierdza centralne przesłanie raportu TEEB (The Economics of Ecosystems and Biodiversity) –ochrona powodziowa w zgodzie z naturą opłaca się gospodarczo”.
A jakie wnioski wyciągane są po powodziach w naszym kraju? Obserwując działania i plany organów od rządu po poszczególne gminy i terenowe oddziały melioracji, RZGW itd. zupełnie inne, niż u sąsiadów. W Polsce trzeba powycinać drzewa i wyprostować resztę nieporegulowanych dopływów, pobudować wały, nawet na terenach rolniczych, by woda spływała jak najszybciej w dół….na leżące nad rzekami miasta i wsie. Okazuje się bowiem, że utrzymywane z pieniędzy podatników zmiuwy mają służyć rolnikom( art. 21,22, 26, i 70 ustawy Prawo wodne z 18 marca br.) , a o bezpieczeństwo powodziowe społeczeństwa mają martwić się samorządy! (art. 7 ust. 1 pkt 14 ustawy z 8 marca 1990 o samorządzie gminnym). Tak to jest dziś u nas poukładane, że gospodarka wodna leży w kompetencjach 4 ministrów, czyli za stan naszych wód odpowiadają wszyscy i nikt. Ciekawe, jak widzą to powodzianie. Jedno jest jasne, kiedy słucha się doniesień medialnych. Gros naszego społeczeństwa zauważa skutek, w postaci powodzi, a kompletnie nie rozumie, skąd te coraz częstsze powodzie się biorą. Dzięki tej „wiedzy” nasze społeczeństwo, łącznie ze znanymi dziennikarzami, mówiącymi często to samo co reszta, domaga się jeszcze większych regulacji i obwałowań, czyli, nieświadomie, chce większych i częstszych powodzi.

dsc04654.jpg

Jeden przykład, dorzecza Supraśli, jest właśnie kontrolowany przez NIK. Jakie będą wnioski, trudno przewidzieć. Jedno jest pewne, po uregulowaniu dorzecza tej rzeki miasto Supraśl zostało zalane, jeszcze tej samej zimy. Powódź na zamówienie. Bardzo podobną, choć obawiam się, ze znacznie gorszą w skutkach, sytuację będziemy mieć nad Iną, po realizacji planów ingerencji w dorzecze i samą Inę. 

dsc09109.jpg

Pewnie Goleniowianie, czy mieszkańcy Stargardu Szczecińskiego w nikłym procencie wiedzą, że ogromne połacie zalewowych terenów powyżej Stargardu mają być obwałowane wałami zimowymi, chroniącymi użytki zielone…i zwiększającymi ilość wody w samej Inie w okresach wezbrań. Do tego dochodzą plany uregulowania, konserwacji, odbudowy 36 kilometrów Iny i jej dopływów. To ponad 10% cieków dorzecza, głównie w górnej części zlewni, gdzie spadki są duże, i gdzie woda powinna być odprowadzana jak najwolniej, by nie zalewać dolnej części doliny Iny- tak się działa u naszych sąsiadów i wielu innych krajach. Niektóre z tych cieków płyną w głębokich jarach i nikomu nie wadzą, tyle, że są w rękach ZZMIUW, więc będą „poprawiane”.

ina_melioracjadsc00043.jpg

Po realizacji tych planów nieuchronnie zalewane będą niższe części Stargardu Szczecińskiego, miejscowości poniżej, np. Smogolic, ale też znacznie pogorszy się bezpieczeństwo Goleniowa, bowiem więcej wody będzie szybko docierać do tego miasta, gdzie spadki stają się coraz mniejsze i woda musi się rozlać. Ciekawy przykład dotyczący Warszawy opisał dr Janusz Żelaziński w publikacji przygotowanej dla Wodnego Okrągłego Stołu- projektu prowadzonego przez EKO-UNIĘ, a dofinansowanego przez NFOŚiGW. Otóż zapisy na wodowskazie w Warszawie z XIX wieku ukazują znacznie wyższe stany wód- w 1844 roku było 863 cm, w 2010 tylko 760cm. Jednak straty w 2010 były nieporównywalnie większe, bowiem przez te 150 lat cały czas niszczono dolinę i zlewnię Wisły, regulowano, obwałowywano i zabudowywano tereny zalewowe.

33_kana.jpg

Gdyby dziś przyszła woda 860 cm, pół Warszawy by pływało. Podobna jest opinia dr Żelazińskiego na temat planu ODRA 2006: „Funkcjonujące w Polsce plany i programy ochrony przed powodzią stanowią rażący anachronizm w stosunku do obowiązujących w krajach rozwiniętych zasad dobrej praktyki oraz w stosunku do zaleceń Dyrektywy Powodziowej.     Realizowany jest (na mocy ustawy sejmowej) „Program dla Odry 2006” Powielono w nim najgorsze wzory z okresu realnego socjalizmu – próbę realizacji zasady: „każdemu wedle potrzeb”. Dostali swój udział melioranci, specjaliści od regulacji rzek i zabudowy potoków, zwolennicy żeglugi i energetyki wodnej.

 

W dążeniu do uzyskania pełnej akceptacji społecznej zrobiono ukłon w stronę ekologów. Brak było tylko refleksji nad sensownością przedsięwzięcia i ogromnych nakładów.”
Jak widać, nacje potrafiące liczyć kompleksowo, zrozumiały w czym problem i całkowicie zmieniły podejście do problemu powodzi. W Polsce zaś, jeśli dalej będziemy szli tą drogą….przytoczę fragment fraszki: „Dziś nową mądrość Polak sobie kupi, że i przed szkodą i po szkodzie….. głupi”

Artur Furdyna

Zobacz jak zabijamy Polskie rzeki: http://www.stopprzegradzaniurzek.info/files/Jak_zabijamy_polskie_rzeki.pdf

Nasi Sponsorzy

Copyright © Towarzystwo Przyjaciół Rzek Iny i Gowienicy 2019
Wdrożenie strony: Jacek Nadolny w oparciu o CMS Joomla

Strona zbudowana w oparciu o szablon
TFJ Green - Joomla 3 Templates